Wpisy z tagiem: Olga Tokarczuk
środa, 28 lipca 2010
"Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olga Tokarczuk
Choć książkę czytało się ogólnie dobrze, to jednak opowiedziana historia trochę mnie rozczarowała. Bohaterką jest starsza kobieta, Janina Duszejko - miłośniczka Zwierząt (pisanych przez duże Z) i astrologii. Mieszka na odludziu, prowadzi raczej samotniczy tryb życia, raz w tygodniu jedzie do miasta (nie tylko zaopatruje się tam w potrzebne rzeczy, ale także pracuje w szkole - uczy małe dzieci angielskiego, stosując przy tym niekonwencjonalne metody). W zasadzie nie ma znajomych - odwiedza ją jedynie jej były uczeń, Dyzio, któremu pomaga tłumaczyć poezję i listy Blake'a. Ma tylko jednego sąsiada, który mieszka w jej okolicy na stałe - drugi ginie na samym początku lektury (zresztą i tak nigdy go nie lubiła, gdyż polował na zwierzęta). Pozostałe domy są zamieszkiwane tylko czasowo, w okresie letnim. Przez pozostały zaś czas pani Duszejko się nimi trochę opiekuje - codziennie robi obchód i sprawdza czy wszystko jest w porządku. Bohaterkę poznajemy w chwili, gdy dowiaduje się o śmierci swojego sąsiada. Z czasem pojawiają się kolejne tajemnicze śmierci. Policja nie może wpaść na trop mordercy. Pani Duszejko stara się dać policji do zrozumienia, że te śmierci są zemstą zwierząt (wszystkie zamordowane osoby były myśliwymi, być może także kłusownikami). Pisze listy, w których swoją teorię popiera także astrologią, powołuje się także na historyczne rozprawy, w których oskarżonymi były zwierzęta (na marginesie – fragment, w którym opisane są sądowe rozprawy z udziałem zwierząt jest moim zdaniem jednym z najlepszych fragmentów książki). Policja początkowo uważa ją za niegroźną wariatkę, z czasem… Końca zdradzać nie będę, w końcu to jest niby kryminał ;-) Nie odnalazłam w tej książce tej charakterystycznej atmosfery, którą znałam z poprzednich powieści Olgi Tokarczuk. Powiedziałabym, że „Prowadząc…” jest trochę mdła, bez wyrazu. Trochę za dużo jest odwołań do astrologii, którą nigdy się nie interesowałam – odczuwałam taki lekki dyskomfort, bo nie wiedziałam, czy czytam fikcję wymyśloną przez autorkę, czy rzeczywiście takie jest astrologiczne tłumaczenie różnych zjawisk. Trochę irytujący jest taki prosty, czarno-biały obraz świata przedstawiony w tej książce – świat dzieli się na dobrych miłośników zwierząt, którzy szanują ich życie (włączając w to także bycie jaroszem) oraz na całą resztę, która z założenia jest zła. Wśród zalet książki na pewno można wymienić to, że bardzo szybko się ją czyta, jest napisana dobrym językiem. Na pewno nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Ale mam nadzieję, że następne książki Olgi Tokarczuk będą bardziej przypominać jej wcześniejsze dokonania literackie… |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi, które czytam
Gdzie zajrzeć?
Lubię
Tagi
|