czwartek, 16 grudnia 2010
"Matka ryżu" Rani Manicka

W ostatnim wpisie o "Ulicy tysiąca kwiatów" napisałam, że w moim odczuciu książka ta nie jest typową sagą rodzinną. Jest nią za to z całą pewnością "Matka ryżu" :-) Do tego też jest osadzona w egzotycznych dla nas klimatach, może nawet jeszcze bardziej egzotycznych niż japońska "Ulica..." - akcja rozgrywa się bowiem na Malajach. Rozpoczyna się w latach 30. XX wieku, a kończy w wieku XXI.

Centralną postacią powieści jest Lakszmi. Poznajemy ją jako młodą 14-letnią dziewczynę, która zmuszona jest wyjść za mąż za sporo starszego wdowca. Jest przekonana, że mężczyzna, którego poślubia, jest bogaty i zaradny, że zamieszkają w pięknym, dużym domu gdzie nie będzie jej niczego brakować. Okazuje się jednak, że Aja jest biednym urzędnikiem, raczej nieporadnym życiowo. Zamiast w pięknej willi Lakszmi musi zamieszkać w małym, drewnianym domku. Od razu do drzwi ich domu pukają wierzyciele, którym Aja winny jest pieniądze; na raty wydają prawie całą pensję. Ich rodzina bardzo szybko i systematycznie się powiększa, mając 19 lat Lakszmi ma już 6 dzieci. I staje się głową rodziny - potrafi się o wszystkich zatroszczyć i nawet w ciężkich czasach okupacji japońskiej zapewnić rodzinie przyzwoity poziom życia.

Właśnie - okupacja japońska... Przeżycia wojenne zmieniają losy całej rodziny. O okrucieństwie wojennym w Europie czytałam dużo, oczywiście wiedziałam, że w Azji musiało być podobnie, ale do tej pory o takich dramatycznych scenach z z azjatyckiej wojny nie czytałam.

Sama konstrukcja książki też jest ciekawa - narratorami poszczególnych rozdziałów są różni członkowie rodziny. Wszyscy opowiadają swoje historie dla Nisy - prawnuczki Lakszmi. Dzięki temu historie opowiedziane są z różnych punktów widzenia i stają się ciekawsze.

Nie do końca mi się tylko sposobało zakończenie, tak jakby autorka trochę nie miała na nie pomysłu. Ale ogólnie i tak polecam :-)

PustaMiska - akcja charytatywna