piątek, 12 listopada 2010
"Tektonika uczuć" Eric-Emmanuel Schmitt

Nigdy nie przepadałam za czytaniem dramatów, zawsze miałam wrażenie, że trzeba je – wystawione - obejrzeć w teatrze. Prawdopodobnie duża część „winy” spoczywa na doborze utworów, z którymi miałam styczność – lektur szkolnych, z dawno minionych epok, które w większości prawdopodobnie nawet w świetnej aranżacji teatralnej by mnie nie zachwyciły. Tym razem jednak sztuka mi się spodobała – niewielka objętościowo, dosłownie na pół godziny czytania, sprawiła, że może w przyszłości z nieco większym entuzjazmem będę spoglądać na ten gatunek :-)

Jest to historia dwojga zakochanych w sobie ludzi, których związek rozpada się ponieważ nie umieją otwarcie porozmawiać o swoich odczuciach, wydaje im się, że drobne kłamstwo może pomóc im sprawdzić, czy rzeczywiście są dla siebie ważni. Okazuje się jednak, że jedno kłamstwo pociąga za sobą kolejne. A raz wypowiedzianych słów nie daje się łatwo cofnąć.

Uczucia są przez autora porównane do płyt tektonicznych – niewielkie z pozoru ruchy mogą spowodować nieodwracalne zmiany i wywołać prawdziwe katastrofy.

Czy tematyka jest sztuczna i oderwana od rzeczywistości? Owszem, trudno sobie wyobrazić, żeby taka sytuacja wydarzyła się naprawdę. Ale nie oczekiwałam, że będzie to historia prawdopodobna, dlatego nie zaburzyło mi to przyjemności czytania i nie wpłynęło negatywnie na odbiór całości. Podobało mi się.

PustaMiska - akcja charytatywna