poniedziałek, 17 stycznia 2011
"Dzienniki z Spandau" Albert Speer

Albert Speer - jeden ze skazanych w procesie norymberskim. Na 20 lat więzienia. Jako jedyny spośród sądzonych przyznał, że czuje się odpowiedzialny za zbrodnie III Rzeszy. Uważał, że każda z osób, które zajmowala kierownicze stanowisko powinna czuć się za nie winna. Jak z perspektywy więzienia oceniał swoje życie? Z czego był zadowolony, a czego sam nie umiał zrozumieć? Lektura dzienników, jakie zaczął pisać jeszcze w Norymberdze i kontynuował przez cały okres spędzony w Spandau dostarcza nam wielu odpowiedzi.

Kiedy przeczytałam, że otrzymał wyrok 20 lat, początkowo wydało mi się, że to nie jest surowy wyrok. W miarę lektury coraz bardziej rozumiałam, że jednak ten wyrok wcale taki łagodny też nie był. Może nawet pod pewnymi względami jest to cięższy wyrok niż kara dożywocia? Po takim wyroku człowiek wraca do społeczeństwa, w którym musi się jakoś odnaleźć. Więźniowie kończący odsiadywać tak długie wyroki bardzo często przed wyjściem z więzienia mają powazne problemy psychiczne, boją się powrotu to świata zewnętrznego, którego tak naprawdę nie znają... Kwestia na pewno sporna, powroćmy więc do Alberta Speera.

Był on z wykształcenia architektem. Nie określa siebie jako nazisty, nie był też az tak zapatrzony Hitlera jak inni współwięxniowie osadzeni razem z nim w więzieniu. Do NSDAP zapisał się dlatego, że umożliwiało mu to realizację planów zawodowych. Był inteligenty, błyskotliwy, szybko został dostrzeżony i otrzymał posadę generalnego inspektora budowlanego. Gdyby do końca wojny zajmował właśnie to stanowisko, w procesie norymberskim z pewnością sądzony by nie był. Ale w 1942 r. został mianowany ministrem uzbrojenia i amunicji. Był odpowiedzialny za znaczący rozwój niemieckiej produkcji wojennej. W zakładach zbrojeniowych, które nadzorował, zatrudniani byli przymusowi robotnicy. I to właśnie za organizację pracy przymusowej został skazany w Norymberdze.

Speer zaczął prowadzić swoje zapiski jeszcze przed procesem. Zapiski oczywiście prowadził potajemnie. Większość z nich na papierze toaletowym, który był jedyną niereglementowaną formą papieru, jaką dysponowali więźniowie. Dzięki współpracy ze strażnikami, udawało się te notatki wysyłać do świata zewnętrznego.

Speerowi zależało na tym, żeby wykorzystać jakoś czas spędzony w więzieniu, skrupulatnie dobierał sobie literaturę, chciał się dokształcać by po wyjściu z więzienia dalej pracować jako architekt. Chciał opisać swoje przemyślenia związane z wojną, zrozumieć sam siebie i powody, dla których znalazł się w najbliższej świcie Hitlera. Naprawdę zastanawiające jest, jak to się stało, że tacy inteligentni ludzie uwikłani byli w ten system. Gdyby to byli ludzie organiczeni, łatwowierni, ślepo zapatrzeni w swoje ideały, łatwiej by było to wszystko sobie przetłumaczyć i zrozumieć...

Lektura tych dzienników jest wciągająca i kształcąca. Polacem :-)

22:17, karolina_kozlowska , Literatura niemiecka
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 listopada 2010
"Desiree czyli czas próby" Heidi Hassenmueller

To, co przy lekturze tej książki jest niesamowite, to świadomość, że historia nastoletniej Desiree jest historią autentyczną. Że ta dziewczyna, którą spotkało w życiu tyle nieszczęść, żyje i potrafi optymistycznie patrzeć na świat.

Życie Desiree, do pewnego momentu, układało się tak, jak przeciętne życie nastolatki – szkoła, przyjaciele, problemy z porozumieniem z rodzicami. Desiree poznała chłopaka, w którym szaleńczo się zakochała i z którym przez długi okres wymieniała listy. Bała się jednak o jego istnieniu powiedzieć rodzicom, którzy traktowali ją cały czas jak małą dziewczynkę. Nie zdążyła przedstawić im Dennisa – chłopak zginął w wypadku samochodowym. Kiedy wydawało się, że Desiree otrząsa się po tym przeżyciu, okazuje się, że zaczyna mieć problemy z chodzeniem. Błędne diagnozy lekarskie powodują, że z czasem na pomoc jest już za późno. A to nie koniec nieszczęść, jakie dotykają dziewczynę…

Nie sposób podczas lektury nie zadać sobie pytania: dlaczego tyle złych rzeczy spotyka Desiree? I jak ona to robi, że potrafi się z tym wszystkim uporać?

Polecam.

czwartek, 16 września 2010
"Dobranoc, słonko" Heidi Hassenmueller

Krótka, przejmująca opowieść napisana z perspektywy dziewczynki wykorzystywanej seksualnie przez ojczyma, pod okiem niczego nie domyślającej się, bądź może cicho na wszystko przyzwalającej matki.

Jak to możliwe, że Gabi nie może nikomu powiedzieć o tym, co się dzieje? Jak to możliwe, że nikt wokół tego nie zauważa? Jak to możliwe, że nikt nie interesuje się dziewczynką na tyle, żeby poznać prawdę? Książka dobrze opisuje te wszystkie mechanizmy. I pozostawia w czytelniku dalsze pytania: czy po takiej tragedii Gabi uda się ułożyć normalne życie? Czy dorośli otaczający dziecko wyciągną z całej tej sytuacji jakieś wnioski? Jak będą dalej żyć z poczuciem winy, że pozwolili by to wszystko się wydarzyło?

Problem, o którym słyszymy w telewizji, czy czytamy w gazetach, tu przedstawiony jest jest dodatkowo w ciekawym kontekście historycznym - akcja toczy się w powojennych Niemczech, gdzie ludzie chcąc zapomnieć o jednym dramacie, nie myślą o tym, że tuż obok może rozgrywać się nowy...

 

PustaMiska - akcja charytatywna