piątek, 17 września 2010
"Woda różana i chleb na sodzie" Marsha Mehran

Podobała mi się pierwsza część  - "Zupa z granatów" - historia trzech sióstr, które uciekły z Iranu tuż przed rewolucją i osiedliły się w małym irlandzkim miasteczku, gdzie otworzyły kawiarnię. Początkowo zupełnie nieakcpetowane przez miejscową ludność, z czasem zmieniły oblicze Ballinacroagh. Sam motyw znany, chociażby z "Czekolady". Ale urzekające były opisy gotowanych w Cafe Babilon potraw, niezależnie od tego, co gotowaly, zawsze miałam ochotę to zjeść! Orientalne przyprawy, nie do końca popularne w naszym kręgu kulturowym składniki... Intrygujące.

Kontynuacja jak to kontynuacja... Sequele z założenia są gorsze i to się potwierdza także w tym przypadku. Nie chcę przez to powiedzieć, że książka mi się nie podobała - była ok ale po prostu nie było w niej nic zaskakującego, wszystko znałam już z pierwszej części. No, może pojawiło się parę nowych przepisów ;-)

Choć od przybycia sióstr do Ballinacroagh minęło już trochę czasu, wciąż są osoby które z niesmakiem patrzą na to, co dzieje się w kawiarnii. Ale życie bohaterek trochę się zmienia. Najstarsza, Mardżan, poznaje Anglika, i od momentu, w którym przekracza on próg Cafe Babilon jasne jest, że wywiąże się z tego coś więcej, niż przelotna znajomość. Środkowa, Bahar, przechodzi na katolicyzm. A najmłodsza, Lejla, dorasta i coraz mocniej angażuje się w swój związek.

Historia nie jest ambitna, czyta się w miarę dobrze. A moje główne spostrzeżenie jest takie samo, jak po części pierwszej: chciałabym umieć tak gotować....

PustaMiska - akcja charytatywna