wtorek, 14 czerwca 2011
"Mistrzyni sztuki śmierci" Ariana Franklin

Kilka razy widziałam w telewizji trailery i urywki serialu krymilanego "Kości". Nigdy nie widziałam całego odcinka, ale mniej więcej kojarzę o co chodzi. "Mistrzyni sztuki śmierci" jest na swój sposób podobna - główną postacią jest utalentowana kobieta, która potrafi "rozmawiać ze zmarłymi", czyli odczytać z ich szczątek zamordowanych historie, które mogą doprowadzić do schwytania ich mordercy. Tyle tylko, że akcja nie rozgrywa się w wieku XXI, tylko w XII...

W Cambridge dochodzi do kilku morderstw dzieci. Oskarżenia padają na Żydów - oczywiście twardych dowodów ich winy nie ma. Ba, do kolejnych morderstw dochodzi wtedy, kiedy Żydzi zostali już odizolowani i zamknięci w zamku. Ale to oczywiście nie jest ważne - wszak to XII wiek i argumenty logiczne przegrywają z wiarą, że Żydzi umieją przenikać przez mury.

Oskarżenia skierowane przeciwko Żydom i ich uwięzienie nie podoba się królowi. To bowiem głównie z ich wysokich podatków składa się budżet. Król posyła więc po mistrza Szymona, który specjalizuje się w trudnych zadaniach i jest znany z tego, że potrafi rozwikłać trudne zagadki. Temu do pomocy przydzielony zostaje "lekarz od zmarłych" - jak się okazuje jest to kobieta. Tego nie spodziewał się nawet Szymon. Adelia jest medykiem z Salerno, jedynej uczelni, która w tym czasie dopuszczała do nauki także kobiety.

Misja, którą mają do spełnienia Szymon i Adelia nie jest prosta. Sprawę kompikuje też oczywiście fakt, że Adelia nie może w konserwatywnej Anglii ujawnić swojej prawdziwej profesji. Podczas "śledztwa" dochodzi do kolejnego morderstwa...

Największą zaletą powieści jest jej umieszczenie w średniowiecznych realiach. Gdyby nie to, byłaby zwyczajnym kryminałem, jakich wiele. Ale autorka w interesujący sposób nakreśliła to historyczne tło i dzięki temu czyta się książkę całkiem przyzwoicie. No i średniowieczny wątek miłosny też jest trochę inny, niż zazwyczaj :-)

niedziela, 27 marca 2011
"Hongkong" John Lanchester

Nazbierało mi się sporo książek, o których nic nie pisałam... Więc tak krótko choć o jednej coś napiszę, żeby ten "stosik zaległości" trochę się zmniejszył :-)

"Hongkong" - saga, obejmująca 70 lat historii miasta, ukazane przez pryzmat życia czwórki bohaterów. Narracja rozpoczyna się w czsach współczesnych, od ukazania motywów przybycia do Hongkongu Dawn Stone, ambitnej dziennikarki brytyjskiej i początkowo wydaje się, że druga część książki, ukazująca losy Toma Stewarta, cofająca akcję do lat 30. XX wieku nie ma nic wspólnego z częścią pierwszą. Ale to tylko początkowo ;-) Z czasem okazje się, że losy wszystkich czterech bohaterów są ze soba powiązane.

Główna osią konstrukcyjną jest historia wspomnianego już Toma Stewarta, który przybywa do Hongkongu w roku 1935 i rozpoczyna pracę w hotelu, z czasem staje się jego dyrektorem, a sam hotel przemienia się w najlepszy hotel w mieście. Wszystkie zmieny, jakie zachodzą w życiu Toma są pochodną zmian, jakie dzieją się w samym Hongkongu - okupacji japońskiej podczas II wojny światowej, boomu gospodarczego w latach 60-tych, napiętych relacjach z Chinami i obawami mieszkańców Hongkonu przed tym, co przyniesie rok 1997 i przyłączenie Hongongu do Chin.

Czyta się miło, łatwo i przyjemnie :-)

środa, 26 stycznia 2011
"O pięknie" Zadie Smith

Jest to trzecia książka Zadie Smith, po którą sięgnęłam: "Białe zęby" przeczytałam z przyjemnością, "Łowcę autografów" przerwałam mniej więcej w połowie (co ogólnie bardzo rzadko mi się zdarza - staram się zawsze doczytać książkę do końca, choćby po to, by spojrzeć na nią całościowo i mieć pewność co do jej oceny). I jest bardzo prawdopodobne, że "O pięknie" też bym przerwała, gdyby nie fakt, że wzięłam ją ze sobą do pociągu i podczas podróży byłam na nią "skazana". W sumie nie żałuję, bo druga połowa nawet mnie wciągnęła. Choć zachwycona książką nie jestem.

Osią konstrukcyjną "O pięknie" jest konflikt pomiędzy dwoma profesorami specjalizującymi się w malarstwie Rembrandta: Howardem Belseyem oraz Montym Kippsem. Ten pierwotnie zawodowy konflikt z czasem rozprzestrzenia się na inne dziedziny i trochę komplikuje życie całych rodzin, jako że pozostali ich członkowie nie podzielają tej wzajemnej nienawiści - akcja zaczyna się od e-mailowej korespondencji Howarda z synem, który przez pewien okres robił staż u Monty'ego Kippsa, mieszkał u niego w domu, był pod dużym wrażeniem atmosfery, jaka w domu tym panuje i pod jeszcze większym wrażeniem córki Monty'ego - pięknej Vee. Także żony naukowców nie uczestniczą w polemice mężów i zaprzyjaźniają się ze sobą. Choć dzieli je naprawdę sporo - rodzina Belseya jest otwarta i liberalna, podczas gdy rodzina Kippsa bardzo konserwatywna; mają inne spojrzenie na świat, wyznają inne ideały. Choć, jak się z czasem okazuje, przekonania i pozory to jedno, a rzeczywiste ludzkie zachowania to coś innego...

Choć postaci w powieści Zadie Smith są bardzo wyraziste i ciekawie skonstruowane, choć akcja jest dość wartka, choć tematy w niej poruszane - choćby takie jak tożsamość etniczna, religijna, muiltikulturowość - interesują mnie i lubię o nich czytać, to jednak całość jakoś mi się nie do końca komponowała.

18:47, karolina_kozlowska , Literatura angielska
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 października 2010
"Romanitas" Sophia McDougall

Co by było, gdyby starożytny Rzym nie upadł? Jak dziś wyglądałoby to cesarstwo? Jakie intrygi snuliby pretendenci do tronu?

To właśnie w takich realiach - "współczesnego-starożytnego" Rzymu umieszczona jest akcja powieści. Trzy osoby szukają bezpiecznego schronienia: Marek, następca tronu, który odkrywa, że jego rodzice zostali zamordowani i jemu również grozi niebiezpieczeństwo, Una - zbiegła niewolnica oraz jej brat - Sulien - niesłusznie oskarżony o gwałt i skazany na ukrzyżowanie.

Sam pomysł bardzo mi się spodobał, ale wykonanie już mnie nie przekonało, przynajmniej nie do końca. Może miałabym lepsze zdanie, gdybym przeczytała dalsze tomy - całość została zaplanowana jako trylogia i koniec "Romanitas" przyniósł rozwiązanie tylko niektórych wątków. Ale nie wiem, czy sięgnę po kolejne tomy - w końcu jest tyle innych książek do przeczytania ;-)

czwartek, 26 sierpnia 2010
"Nie opuszczaj mnie" Kazuo Ishiguro

Z początku wydaje się, że jest to zwykła powieść o szkolnych przyjaciołach. Akcja rozgrywa się w angielskiej szkole z internatem, która na pierwszy rzut nie wyróżnia się niczym szczególnym. Z czasem okazuje się, że nie jest to zwykła szkoła i nie uczą się w niej zwykli uczniowie… Niby od pierwszych stron czuć, że musi się za tym wszystkim kryć jakaś tajemnica, ale jakiego rodzaju?

Nie chcę tej tajemnicy zdradzać, żeby nie odbierać przyjemności tym, którzy nie wiedzą kim naprawdę okazują się bohaterowie powieści a chcieliby książkę w przyszłości przeczytać :-)

Mnie po przeczytaniu „Nie opuszczaj mnie” nasuwa się jedno pytanie: jak to możliwe, że w tym alternatywnym świecie opisanym przez Ishiguro nikt tak naprawdę się nie buntuje i wszyscy tak łatwo godzą się ze swoim przeznaczeniem? Owszem, jakieś próby ucieczki od znanego wszystkim losu są, ale nie ma powszechnego sprzeciwu, każdy z bohaterów wręcz czeka na to, co ma go spotkać.

Książka porusza – poza kwestią przeznaczenia – także wiele innych ważnych kwestii. Opisuje świat widziany oczami dziecka, skomplikowane przyjaźnie, które niekoniecznie zawsze przepełnione są życzliwością. Jest też oczywiście zasygnalizowana w opisie na okładce miłość. I choć książka nie ma charakteru moralistycznego, to jednak po jej przeczytaniu nie sposób samemu sobie nie zadać pytania o to, czym jest moralność i jakie są jej granice.

wtorek, 13 lipca 2010
"Niebezpieczna fortuna" Ken Follett

Na okładce książki czytamy:

„Majowe popołudnie 1866 roku staje się punktem zwrotnym w życiu kilkorga młodych ludzi, w różny sposób powiązanych z rodziną londyńskich finansistów, Pilasterów. Dwaj kuzyni toczą trwający dwadzieścia lat pojedynek o przejecie kontroli nad potężnym bankiem rodzinnym, który bogaci się na podejrzanych operacjach finansowych z nękanym wojną domową krajem Ameryki Południowej. Hugh reprezentuje talent, pracowitość i bezkompromisowość, Edward - chorobliwą ambicję, brak skrupułów i nieuczciwość. Szokująca tajemnica z przeszłości wyciśnie piętno na ich losach, doprowadzając do zbrodni...”

Książka jest naprawdę dobrze napisana, akcja fajnie skonstruowana i chce się czytać dalej. Mimo, że dzieło do najcieńszych nie należy, czyta się naprawdę szybko, jak się sięgnie po książkę, to strony same się dalej odwracają. Nawet w taki upał.

Bohaterowie oczywiście od samego początku dzielą się na dobrych i złych. Ci dobrzy na końcu – po wielu perturbacjach – odnoszą sukces i odnajdują szczęście w miłości, a źli kończą tak, jak na czarne charaktery przystało.

Choć miasto nie jest szczegółowo opisane i pojawia się jedynie jako tło, to wielką przyjemność sprawiło mi czytanie o rozwijającym się XIX-wiecznym Londynie. Nie znam Londynu, ale mimo to z zaciekawieniem czytałam o rozwijających się „nowych” dzielnicach na obrzeżach, które dziś znamy jako „serce” miasta.

No i jeszcze jedno – czytając tę książkę widzi się, że kryzys finansowy jest zjawiskiem permanentnym i niezależnie od momentu historycznego banki zawsze będą skazane na chwile słabości ;-)

12:17, karolina_kozlowska , Literatura angielska
Link Dodaj komentarz »

PustaMiska - akcja charytatywna