piątek, 27 sierpnia 2010
"Chłopiec z latawcem" Kahled Hosseini

Byłam bardzo ciekawa tej książki, słyszałam o niej wiele dobrego. Filmu nie widziałam. Czytałam wcześniej „Tysiąc wspaniałych słońc” i bardzo mi się podobało. Ale chyba „Chłopiec z latawcem” wywarł na mnie jeszcze większe wrażenie.

Książka niesie ze sobą przede wszystkim potężny ładunek emocjonalny. Tak naprawdę powinnam o niej napisać dopiero za parę dni, kiedy trochę się zdystansuję. Bo teraz mam takie poczucie, że niewiele umiem o niej napisać.

Jest to przede wszystkim opowieść o tym, jak pogodzić się z tym, co się w przeszłości zrobiło, jak się zrehabilitować, także we własnych oczach, tak by móc ze spokojem zacząć patrzeć w przyszłość. O  przyjaźni w bardzo trudnych czasach przemian historycznych. O problemach z akceptacją społeczną, z akceptacją przez rówieśników. O tym, jak ciężko jest sprostać oczekiwaniom rodziców, szczególnie gdy oni sami nie są pogodzeni sami ze sobą. Jest to opowieść o przyjaźni dwóch chłopców – Amira i Hassana – przyjaźni, która nigdy wprost przyjaźnią nazwana nie była, choć chłopców łączyła bardzo głęboka więź. I o czynach, które zaważyły na całym ich dalszym życiu.

Podobnie jak w „Tysiącu wspaniałych słońc” podobał mi bardzo sposób, w jaki autor pisze o historii Afganistanu, w jaki konstruuje swoich bohaterów. Choć nie pisze wprost o emocjach, to właśnie emocje wybijają się na pierwszy plan. Czy jest to wyciskacz łez? Może, ale napisany w fantastycznym stylu.

PustaMiska - akcja charytatywna