poniedziałek, 27 czerwca 2011
"Błogosławieni którzy robią ser" Sarah-Kate Lynch

Miałam ochotę przytać coś lekkiego, takiego "na upały" - w miarę wesołego, pozytywnie nastrajającego... No cóż, trafiłam źle. Nie żeby to była ambitna książka - wręcz przeciwnie: aż takiego czytadła po prostu się nie spodziewałam.

Od początku wiadomo, jak książka się skończy. Miałam jednak nadzieję, że może w trakcie wydarzy się coś w miarę ciekawego. Niestety nie. Wszystkie zdarzenia na wskroś przewidywalne. No, może poza jednym, które jest dość niestandardowe - żona bohatera "ożywa". Tzn. choć on opłakiwał jej śmierć tak bardzo, że wpadł z tego powodu w alkoholizm i wyleciał z pracy nagle pod koniec książki odkywa, że ona wcale nie umarła. Niesamowite, prawda?

Nie ma co się rozpisywać, bo szkoda czasu. Nie polecam.

wtorek, 14 czerwca 2011
Świniobicie" Magda Szabo

Przez parę pierwszych stron nie do końca mogłam zrozumieć o co chodzi. Ale po wcześniejszych doświadczeniach ze "Staroświecką historią", która bardzo mi się podobała, ale też nie urzekła mnie od samego poczatku, bynajmniej się nie zniechęciłam. I słusznie, bo powieść zrobiła na mnie duże wrażenie.

Rzecz dzieje się na Węgrzech w połowie lat 50 tych. Wszystko rozpoczyna się od tego, że główny bohater, Janos, udaje się do rodzinnego domu, po tym jak przeczytał w gazecie o tym, że jego matka otwiera na nowo sklep z mydłami. Od początku wiadomo, że Janos nie utrzymuje kontaktów ze swoją rodziną, ale nie wiadomo dlaczego. Na dalszych kartach cała historia się wyjaśnia. Poznajemy dokładnie losy dwóch pokłóconych rodzin - rodziny Janosa i rodziny jego żony, Pauli. Rodzin, które różni prawie wszystko. Rodzina Janosa to rodzina rzemieśliników, której w przeszłości odebrano koncesję na prowadzenie sklepu. Rodzina Pauli to zdeklasowana arystokracja, nie umiejąca się do końca odnaleźć w komunistycznym kraju. Historia, która z pozoru może wydać się piękna i romatyczna, z czasem nabiera innych barw. A relacje między boahterami okazują się jeszcze bardziej skomplikowane, niż początkowo się wydawało.

"Świniobicie" to prawdziwa mozaika - w kolejnych rozdziałach akcja przesuwa się na różnych bohaterów, autorka żongluje czasem narracji, ale mimo wszystko książkę czyta się płynnie i wszystko układa się ładnie w jedną całość. Całość tak naprawdę bardzo przykrą...

Z przyjemnością sięgnę po inne książki Magdy Szabo - jak na razie fantastycznie się czuję w opisywanych przez nią klimatach :-)

21:35, karolina_kozlowska , Literatura węgierska
Link Komentarze (2) »
"Mistrzyni sztuki śmierci" Ariana Franklin

Kilka razy widziałam w telewizji trailery i urywki serialu krymilanego "Kości". Nigdy nie widziałam całego odcinka, ale mniej więcej kojarzę o co chodzi. "Mistrzyni sztuki śmierci" jest na swój sposób podobna - główną postacią jest utalentowana kobieta, która potrafi "rozmawiać ze zmarłymi", czyli odczytać z ich szczątek zamordowanych historie, które mogą doprowadzić do schwytania ich mordercy. Tyle tylko, że akcja nie rozgrywa się w wieku XXI, tylko w XII...

W Cambridge dochodzi do kilku morderstw dzieci. Oskarżenia padają na Żydów - oczywiście twardych dowodów ich winy nie ma. Ba, do kolejnych morderstw dochodzi wtedy, kiedy Żydzi zostali już odizolowani i zamknięci w zamku. Ale to oczywiście nie jest ważne - wszak to XII wiek i argumenty logiczne przegrywają z wiarą, że Żydzi umieją przenikać przez mury.

Oskarżenia skierowane przeciwko Żydom i ich uwięzienie nie podoba się królowi. To bowiem głównie z ich wysokich podatków składa się budżet. Król posyła więc po mistrza Szymona, który specjalizuje się w trudnych zadaniach i jest znany z tego, że potrafi rozwikłać trudne zagadki. Temu do pomocy przydzielony zostaje "lekarz od zmarłych" - jak się okazuje jest to kobieta. Tego nie spodziewał się nawet Szymon. Adelia jest medykiem z Salerno, jedynej uczelni, która w tym czasie dopuszczała do nauki także kobiety.

Misja, którą mają do spełnienia Szymon i Adelia nie jest prosta. Sprawę kompikuje też oczywiście fakt, że Adelia nie może w konserwatywnej Anglii ujawnić swojej prawdziwej profesji. Podczas "śledztwa" dochodzi do kolejnego morderstwa...

Największą zaletą powieści jest jej umieszczenie w średniowiecznych realiach. Gdyby nie to, byłaby zwyczajnym kryminałem, jakich wiele. Ale autorka w interesujący sposób nakreśliła to historyczne tło i dzięki temu czyta się książkę całkiem przyzwoicie. No i średniowieczny wątek miłosny też jest trochę inny, niż zazwyczaj :-)

piątek, 10 czerwca 2011
"Kompozytor burz" Andres Pascual

Jak zdobyć władzę nad ziemią i ludźmi? Przez pradawną melodię duszy. Melodię, którą Bóg stworzył, by zachęcić dusze do zamieszkania w ciele człowieka. Kto odtworzy piertowną partyturę będzie w stanie zjednać sobie innych. Tylko jak ją odnaleźć?

Uczynić to może Matthieu - utalentowany młody skrzypek. Ale od początku...

Paryż, wiek XVII. Na świat przychodzi chłopiec, syn służącej. Jego matka umiera zaraz po porodzie, ojciec nie wie nawet o jego istnieniu. Na szczęście dziecko biorą na wychowanie pracodawcy jego matki. I wychowują go tak, jak własnego syna (niewiele od Matthieu starszego). Obaj chłopcy od dziecka interesują się muzyką. Ich muzyczną edukacją zajmuje się stryj - bardzo znany i ceniony kompozytor, choć skonfliktowany z królewskim dworem. A to właśnie w królewskiej orkiestrze chciałby grać Matthieu. Sprawy z czasem komplikują się jeszcze bardziej... W wyniku splotu nieszczęśliwych wypadków Matthieu najpierw trafia do lochów Bastylii. Otrzymuje od króla Ludwika XIV szansę na uwolnienie: w zamian za wolność musi mu przywieźć partyturę pierwotnej melodii. Chłopak wyrusza na tajemniczą czerwoną wyspę - Madagaskar.

Podróż Matthieu jest niezwykła. Jego życiu grozi niebezpieczeństwo, kilkakrotnie jest bliski śmierci. Jest świadkiem handlu ludźmi, walk plemiennych, napaści pirackich. Ale poznaje też przepiękny krajobraz Madagaskaru i zmysłową kapłankę Lunę. A cała intryga okazuje sie jeszcze bardziej złożona, niż wydawało się to na początku.

Nie zgadzam się z niektórymi recenzjami tej książki, w których jest mowa o tym, że tempo powieści jest bardzo szybkie - moim zdaniem można by było trochę książkę skrócić, są momenty w których nieprzesadnie dużo się dzieje. Nie jestem też aż tak zafascynowana językiem powieści. Aczkolwiek ogólnie jest to całkiem przywoita historia.

"Saturn" Jacek Dehnel

Nie wiedziałam, o czym będzie ta książka. Przeczytałam tylko to, co było napisane na jej okładce. A tam nie napisali, że to losy mężczyzn z rodziny Goya... Ani że historią, która w jakimś stopniu zachęciła Dehnela do napisania tej książki była publikacja pewnego historyka sztuki, który poddał w wątpliwość przypisanie autorstwa cyklu czarnych fresków Francisco Goi, sugerując, że ich prawdziwym twórcą był jego syn, Javier. Z jednej strony więc lektura mogła mnie bardziej zaskawiwać, z drugiej jednak niektóre rzeczy zrozumiałam dopiero, jak przeczytałam posłowie...

Nie sposób nie zwrócić w pierwszej kolejności uwagi na narrację "Saturna". Nie mamy tu do czynienia z jednym narratorem, lecz z trójką - historie opowiadane są przez Francisco, jego syna i jego wnuka. Te same zdarzenia ukazane są przez pryzmat różnych doświadczeń, różnych charakterów, różnego spojrzenia na świat. I fantastycznie ukazują relacje wśród męskich członków rodziny. Relacje skomplikowane. Nawet bardzo skomplikowane. Przepełnione żalem, złością i wzjamnym rozczarowaniem. Fransisco łączył z synem olbrzymie nadzieje, było to jego jedyne dziecko, któremu dane było przezyć. Ale nie umiał nawiązać z Javierem żadnej sensownej relacji. Z czasem zaczął go uważać za bezwartościowego nieudacznika, co dosyć dobitnie mu okazywał. Javier z kolei nie umiał porozumieć się ze swoim synem, w którym Francisco upatrywał się ostatniej szansy na podtrzymanie wartości swego nazwiska i rodziny. Równocześnie jednak gdzieś na głębszym poziomie można zauważyć, że w relacjach tych jest zaszyty podziw i szacunek dla drugiej strony, ale bohaterowie w żaden sposób nie umieją go okazać. Ani nie chcą próbować.

Rodziały z fabułą porozdzielane są krótkimi rozdziałami ukazującymi poszczególne dzieła z cyklu fresków Goi, są też reporodukcje, choć przyznam że ich jakość nie jest zbyt dobra i lepiej obejrzeć je w kolorze.

"Saturn" czytało mi się dobrze, ale nie wciągnął mnie i nie porwał tak bardzo jak "Lala". "Lala" zdecydowanie podobała mi się najbardziej spośród wszystkich książek Dehnela. I wciąż mam nadzieję, że w przyszłości Dehnel napisze książkę, która jeszcze raz tak samo mnie oczaruje :-)

17:58, karolina_kozlowska , Literatura polska
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 maja 2011
"Zła krew" Grzegorz Gortat

Po książkę sięgnełam przede wszystkim dlatego, że jej akcja toczy się w latach 60-tych na łódzkich Bałutach. Jako rodowita łodzianka (oraz - przez kilka lat - mieszkanka Bałut, i choć nie do końca tych przedstawionych w książce, to jednak oddzielonych od opisanej okolicy zaledwie o kilka przecznic) bardzo byłam ciekawa, jak ta dzielnica zostanie w książce opisana.

Michał Bodler - bohater książki - to chłopiec mieszkający z matką w biednej kamienicy przy ulicy Ogrodowej. Na podwórku tej kamienicy rosły bzy. Pięknie kwitły i pachniały przez dwa tygodnie maja, ale - jak mówi Michał - dwa tygodnie to trochę za mało, skoro rok ma ich 52... Niestety taki jest obraz tej robotniczej Łodzi.... Teraz może sama Ogrodowa trochę się zmieniła, głównie dzięki Manufakturze (w której zresztą  - a ściślej mówiąc w zakładach Marchlewskiego, bo tak to się wówczas nazywało - pracowała mama Michała), ale inne okoliczne ulice pojawiające się w książce (Mielczarskiego, Cmentarna) niestety niewiele się zmieniły. No ale to nie wpis o tym, co myślę o tych straszących dziś okolicach miasta, tylko o książce...

Ojcier Michała był alkoholikiem, mającym problemy z prawem. Jego matka wciąż się boi, że w Michale odezwie się ta "zła krew" i w każdym zachowaniu syna, które choć trochę jej zdaniem odbiega od zachowania pożądanego, dopatruje się początków jego demoralizacji. A Michał to bardzo wrażliwy chłopiec, który zaczyna się wcześnie interesować literaturą (tego jego mama też nie do końca rozumie, jako że sama ma ukończonych tylko kilka klas podstawówki), niektórymi zagadnieniami historycznymi, a przede wszystkim - otaczająca go rzeczywistością, którą w skrupulatny sposób opisuje.

Jednym z wazniejszych wątków jest wątek żydowski, mający różne oblicza: przyjaźni Michała z kolegą z klasy, który wraz z rodzicami zmuszony jest opuścić Polskę w 1968, znajomości ze starym Żydem Johannem, ktorego sąsiedzi posądzają o wszelkie zło, które dzieje się w okolicy (łącznie z porwaniem dziecka - kiedy na chwilę ginie mała dziewczyna, niemal cała kamienica bojowo nastawiona idzie do domu Johanna co trochę nasuwa na myśl powojenne zdarzenia w Kielcach), historii jednej sąsiadki, która przygarnęła podczas wojny żydowskie dziecko. Zresztą znajomość Michała z Johannem jest ciekawa także dlatego, że Johann opowiada historię swojego życia, historię przedwojennej Łodzi oraz warszawskiej bohemy artystycznej, historię Oświęcimia...

Nie wiem na ile by mnie ta książka wciągnęła, gdybym nie szukała w niej cały czas znajomych miejsc. Ale myślę, że mimo wszystko też by mi się podobała - jest dobrze napisana, jest w niej sporo intersujących anegdot, czuć kliemat tych lat: pierwszy telewizor, który pojawił się w kamienicy, pierwszy samochód (oczywiście należący do człowieka partii), pierwszomajowy pochód ulicą Piotrkowską...

22:38, karolina_kozlowska , Literatura polska
Link Komentarze (2) »
"Ofiara losu" Camilla Lackberg

Czwarty z serii kryminał Camilli Lackberg. Podobno gorszy, niż poprzedzające je tomy. Tego ocenić nie mogę - to pierwsza książka tej autorki, którą przeczytałam. Długo nie miałam jakoś ochoty sięgać po kryminały szwedzkie, które masowo zaczeły się u nas ukazywać po sukcesie trylogii Millennium Stiega Larssona. Ale chyba nie do końca słusznie się ich obawiałam - jeśli "Ofiara losu" rzeczywiscie jest słabsza, niż poprzednie trzy tomy, to chyba poczatek tej sagi musi być dobry, bo i ta książka była - w moim odczuciu - całkiem przywoita. Owszem, akcja mogłaby być bardziej zwarta, nie ze wszystkich książek warto na siłę robić opasłe tomy. Ale ogólnie mnie wciągnęła.

Wszystko zaczyna się od śmierci właścicielki małego sklepu. Początkowo wydawało się, że jest to zwykły wypadek samochodowy. Jednak policjant Patrick Hedstrom - jak można się domyśleć postać kluczowa dla całej sagi - nabiera wątpliwości, czy rzeczywiście wszystko jest w tym zdarzeniu takie oczywiste. Zaczyna drążyć temat, kontaktować się z innymi komisariatami w Szwecji i udaje mu się ustalić, że podobnych niewyjaśnionych zdarzeń było już parę...

Praca nad tym śledztwem nie jest jednak taka prosta, ponieważ w międzyczasie w Tannum dochodzi do kolejnego wypadku - ginie jedna z uczestniczek reality show, które kręcone jest mieście. Sprawą tą są żywo zainteresowane wszystkie szwedzkie media. A że w zasadzie całą załogę posterunku tworzy dwóch policjantów, ciężko jest im ciągnąć równolegle dwa śledztwa...

Zastanawiam się, w jakim stopniu moje - raczej pozytywne - odczucia po lekturze są spowodowane tym, że miałam do książki dość negatywne nastawienie na początku. Ostatnio dość łatwo mnie rozczarowują książki, w stosunku do których wyrabiam sobie na wstępie jakieś większe nadzieje. A że teraz nie miałam żadnych, to czuję się miło zaskoczona.

czwartek, 19 maja 2011
"Kobieta z wydm" Abe Kobo

Krótka opowieść, a ja się z nią kilka ładnych dni męczyłam... Nie miałam odpowiedniego nastroju zupełnie, a książka - pomimo tej niewielkiej objętości - do łatwych lektur z pewnością się nie zalicza.

"Kobieta z wydm" to historia pewnego samotnego japońskiego nauczyciela, z zamiłowania entomologa, który postanawia podczas swojego urlopu odkryć nowy gatunek popularnego owada, który zamieszkuje tereny piasczyste. Mężczyzna udaje się  nad morze. Nie mówi nikomu dokąd jedzie, nie zostawia żadnego śladu, po którym można by było zidentyfikować cel jego podróży. Ot taki trzydniowy wyjazd na zasłużone wakacje. Jednak wyjazd nie kończy się tak, jak zaplanował to bohater. Szukając noclegu na jedną noc mężczyzna wchodzi do domu, którego już tak łatwo nie będzie mógł opuścić...

Nie sposób uniknąć porównania tej książki do "Procesu" Kafki - podobnie jak tam, także i tu główny bohater wciągnięty zostaje w sytuację paranoiczną, z której nie może się wydostać. Tym razem głównym "winowajcą" jest piasek. Wszechobecny piasek. Piasek, który zmienia wszystko. Piasek, który jest tylko preteksem do tego, by pokazać jaka jest natura człowieka...

"Kobieta z wydm" z pewnością należy do kanonu światowej literatury i warto ją przeczytać. Ale książka pozostawiła we mnie pewien niedosyt - może nabrałam zbyt wielkich oczekiwań?

Tagi: Abe Kobo
18:42, karolina_kozlowska , Literatura japońska
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 maja 2011
"Arabska pieśń" Leila Aboulela

Kolejna książka z kręgu północnej Afryki - ależ mi się ostatnio składa ;-)

"Arabska pieśń" to druga książka Aboileli po którą sięgnęłam - po "Minarecie". W moim odczuciu jest lepsza od poprzedniej. Nie jest to literatura wysokich lotów, ale na 6-godzinną podróż pociągiem ze Szczecina do Łodzi była akurat w sam raz :-)

Akcja toczy się w latach powojennych głównie na terenach dzisiejszego Sudanu i koncentruje się wokół życia członków niezwykle wpływowej rodziny - Abuzajdów.

Głową rodziny jest Mahmud. Bogaty, postępowy przedsiębiorca, który chciałby zapisać się złotymi zgłoskami w historii Sudanu jako reformator tego kraju. Mahmud ma dwie żony - jedną starszą Sudankę, newykształconą, pragnącą zachować wszystkie sudańskie tradycje, oraz młodą Egipcjankę, zafascynowaną kulturą zachodu i podążającą za europejską modą. Z racji tego, że kobiety te dzieli wszystko poza mężem, jasne staje się od początku, że konflikt pomiedzy nimi będzie jedną z głównych osi książki. Bo choć na początku kobiety jakoś mogły funkcjonować obok siebie, nie wchodząc sobie za bardzo w drogę, to poważny wypadek, jaki dotknął starszego syna Mahmuda, który miał odziedziczyć po nim firmę, spowodował, że w życiu rodziny doszło do poważnych zmian i każdy musiał na nowo określić w niej swoją rolę.

Przede wszystkim jest to opowieść o zderzeniu tradycyji i nowoczesności, o roli kobiety w społeczeństwie muzułmańskim, skomplikowanej drodze do realizacji własnych marzeń i o trudnych relacjach rodzinnych. Tematy ogólnie znane, często poruszane, ale przedstawione w przyzwoity sposób - problemy z edukacją kobiet, z możliwością stanowienia o swoim losie, obrzezanie kobiet (to niewątpliwie najbardziej wstrząsający fragment książki). W wolnej chwili można przeczytać :-)

wtorek, 03 maja 2011
"Złoty rydwan" Salwa Bakr

Lubię książki z serii "Smak słowa" - interesujące historie z ciekawych zakątków świata, przez inne wydawnictwa nie tak często publikowanych.

"Złoty rydwan" to historia o więźniarkach, które Aziza - główna bohaterka - postawia zaprosić do w ostatnią podróż do nieba. Więźniarkach, które Aziza specjalnie wybrała spośród licznych mieszkanek zakładu karnego w Kairze: kobiet, które łączy przede wszystkim to, że do zbrodni pchnęły je trudne sytuacje, w których się znalazły, sytuacje które ukazują nierówności społeczne w Egipcie, skomplikowane warunki życia kobiet z niższych warstw społecznych. Część bohaterek jest niewinna - np. matka, która odsiaduje wyrok za syna, ktory handlowal narkotykami, albo A'ida, która trafiła do więziena za zabójstwo, które popełnił jej brat (zabił męża A'idy, który się nad nią znęcał). Inne kobiety rzeczywiście popełniły zarzucane im zbrodnie - Aziza zabiła swojego ojczyma, inna bohaterka kradła, jeszcze inna zabiła swojego męża. Jednak historie ich życia, które poznajemy, zmuszają nas do tego, żeby na wszystkie te zbrodnie spojrzeć przez pryzmat uwarunkowań społecznych, w jakich się te kobiety znalazły. 

Tagi: Salwa Bakr
18:30, karolina_kozlowska , Literatura egipska
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8

PustaMiska - akcja charytatywna