poniedziałek, 27 czerwca 2011
"Krew elfów" Andrzej Sapkowski

Jeśli chodzi o fantastykę, to jestem ignorantką - nie czytałam do tej pory nic. Probowałam dawno, dawno temu sięgnąć po "Władcę pierścieni", ale po kilkudziesięciu stronach zrezygnowałam.

O czym książka jest pisać nie będę, bo pewnie każdy zainteresowany tematem doskonale wie (to tylko ja jestem taka niezorientowana w temacie...), a jesli ktoś nie wie, to i tak nakreślenie głównego wątku nic nie da. Pozostanę więc tylko przy podzieleniu się moimi odczuciami.

Moje nastawienie przed lekturą było dość obojętne. Nie wiązałam z książką żadnych dużych nadziei ale nie sięgałam też po nią z nastawieniem negatywnym. 

Sposób, jaki opowiedziana jest historia mi się spodobał. Język jest barwny, sporo się dzieje, jest dużo cofnięć w czasie, które sprawiają, że cała fabuła staje się wciągająca. 

To, co mi - niewprawionej w takiej literaturze - sprawiało kłopot, to zrozumienie realiów: odnalezienie się w geografii, w tych różnych królestwach i księstwach, w tych władcach i dziwnych wojnach. No i w nadprzyrodzonych właściwościach bohaterów - co który potrafi robić i na czym to wszystko polega.

Ale po kolejne tomy sięgnę, zobaczę jak mi się będzie dalej to czytać :-)

"Błogosławieni którzy robią ser" Sarah-Kate Lynch

Miałam ochotę przytać coś lekkiego, takiego "na upały" - w miarę wesołego, pozytywnie nastrajającego... No cóż, trafiłam źle. Nie żeby to była ambitna książka - wręcz przeciwnie: aż takiego czytadła po prostu się nie spodziewałam.

Od początku wiadomo, jak książka się skończy. Miałam jednak nadzieję, że może w trakcie wydarzy się coś w miarę ciekawego. Niestety nie. Wszystkie zdarzenia na wskroś przewidywalne. No, może poza jednym, które jest dość niestandardowe - żona bohatera "ożywa". Tzn. choć on opłakiwał jej śmierć tak bardzo, że wpadł z tego powodu w alkoholizm i wyleciał z pracy nagle pod koniec książki odkywa, że ona wcale nie umarła. Niesamowite, prawda?

Nie ma co się rozpisywać, bo szkoda czasu. Nie polecam.

wtorek, 14 czerwca 2011
Świniobicie" Magda Szabo

Przez parę pierwszych stron nie do końca mogłam zrozumieć o co chodzi. Ale po wcześniejszych doświadczeniach ze "Staroświecką historią", która bardzo mi się podobała, ale też nie urzekła mnie od samego poczatku, bynajmniej się nie zniechęciłam. I słusznie, bo powieść zrobiła na mnie duże wrażenie.

Rzecz dzieje się na Węgrzech w połowie lat 50 tych. Wszystko rozpoczyna się od tego, że główny bohater, Janos, udaje się do rodzinnego domu, po tym jak przeczytał w gazecie o tym, że jego matka otwiera na nowo sklep z mydłami. Od początku wiadomo, że Janos nie utrzymuje kontaktów ze swoją rodziną, ale nie wiadomo dlaczego. Na dalszych kartach cała historia się wyjaśnia. Poznajemy dokładnie losy dwóch pokłóconych rodzin - rodziny Janosa i rodziny jego żony, Pauli. Rodzin, które różni prawie wszystko. Rodzina Janosa to rodzina rzemieśliników, której w przeszłości odebrano koncesję na prowadzenie sklepu. Rodzina Pauli to zdeklasowana arystokracja, nie umiejąca się do końca odnaleźć w komunistycznym kraju. Historia, która z pozoru może wydać się piękna i romatyczna, z czasem nabiera innych barw. A relacje między boahterami okazują się jeszcze bardziej skomplikowane, niż początkowo się wydawało.

"Świniobicie" to prawdziwa mozaika - w kolejnych rozdziałach akcja przesuwa się na różnych bohaterów, autorka żongluje czasem narracji, ale mimo wszystko książkę czyta się płynnie i wszystko układa się ładnie w jedną całość. Całość tak naprawdę bardzo przykrą...

Z przyjemnością sięgnę po inne książki Magdy Szabo - jak na razie fantastycznie się czuję w opisywanych przez nią klimatach :-)

21:35, karolina_kozlowska , Literatura węgierska
Link Komentarze (2) »
"Mistrzyni sztuki śmierci" Ariana Franklin

Kilka razy widziałam w telewizji trailery i urywki serialu krymilanego "Kości". Nigdy nie widziałam całego odcinka, ale mniej więcej kojarzę o co chodzi. "Mistrzyni sztuki śmierci" jest na swój sposób podobna - główną postacią jest utalentowana kobieta, która potrafi "rozmawiać ze zmarłymi", czyli odczytać z ich szczątek zamordowanych historie, które mogą doprowadzić do schwytania ich mordercy. Tyle tylko, że akcja nie rozgrywa się w wieku XXI, tylko w XII...

W Cambridge dochodzi do kilku morderstw dzieci. Oskarżenia padają na Żydów - oczywiście twardych dowodów ich winy nie ma. Ba, do kolejnych morderstw dochodzi wtedy, kiedy Żydzi zostali już odizolowani i zamknięci w zamku. Ale to oczywiście nie jest ważne - wszak to XII wiek i argumenty logiczne przegrywają z wiarą, że Żydzi umieją przenikać przez mury.

Oskarżenia skierowane przeciwko Żydom i ich uwięzienie nie podoba się królowi. To bowiem głównie z ich wysokich podatków składa się budżet. Król posyła więc po mistrza Szymona, który specjalizuje się w trudnych zadaniach i jest znany z tego, że potrafi rozwikłać trudne zagadki. Temu do pomocy przydzielony zostaje "lekarz od zmarłych" - jak się okazuje jest to kobieta. Tego nie spodziewał się nawet Szymon. Adelia jest medykiem z Salerno, jedynej uczelni, która w tym czasie dopuszczała do nauki także kobiety.

Misja, którą mają do spełnienia Szymon i Adelia nie jest prosta. Sprawę kompikuje też oczywiście fakt, że Adelia nie może w konserwatywnej Anglii ujawnić swojej prawdziwej profesji. Podczas "śledztwa" dochodzi do kolejnego morderstwa...

Największą zaletą powieści jest jej umieszczenie w średniowiecznych realiach. Gdyby nie to, byłaby zwyczajnym kryminałem, jakich wiele. Ale autorka w interesujący sposób nakreśliła to historyczne tło i dzięki temu czyta się książkę całkiem przyzwoicie. No i średniowieczny wątek miłosny też jest trochę inny, niż zazwyczaj :-)

piątek, 10 czerwca 2011
"Kompozytor burz" Andres Pascual

Jak zdobyć władzę nad ziemią i ludźmi? Przez pradawną melodię duszy. Melodię, którą Bóg stworzył, by zachęcić dusze do zamieszkania w ciele człowieka. Kto odtworzy piertowną partyturę będzie w stanie zjednać sobie innych. Tylko jak ją odnaleźć?

Uczynić to może Matthieu - utalentowany młody skrzypek. Ale od początku...

Paryż, wiek XVII. Na świat przychodzi chłopiec, syn służącej. Jego matka umiera zaraz po porodzie, ojciec nie wie nawet o jego istnieniu. Na szczęście dziecko biorą na wychowanie pracodawcy jego matki. I wychowują go tak, jak własnego syna (niewiele od Matthieu starszego). Obaj chłopcy od dziecka interesują się muzyką. Ich muzyczną edukacją zajmuje się stryj - bardzo znany i ceniony kompozytor, choć skonfliktowany z królewskim dworem. A to właśnie w królewskiej orkiestrze chciałby grać Matthieu. Sprawy z czasem komplikują się jeszcze bardziej... W wyniku splotu nieszczęśliwych wypadków Matthieu najpierw trafia do lochów Bastylii. Otrzymuje od króla Ludwika XIV szansę na uwolnienie: w zamian za wolność musi mu przywieźć partyturę pierwotnej melodii. Chłopak wyrusza na tajemniczą czerwoną wyspę - Madagaskar.

Podróż Matthieu jest niezwykła. Jego życiu grozi niebezpieczeństwo, kilkakrotnie jest bliski śmierci. Jest świadkiem handlu ludźmi, walk plemiennych, napaści pirackich. Ale poznaje też przepiękny krajobraz Madagaskaru i zmysłową kapłankę Lunę. A cała intryga okazuje sie jeszcze bardziej złożona, niż wydawało się to na początku.

Nie zgadzam się z niektórymi recenzjami tej książki, w których jest mowa o tym, że tempo powieści jest bardzo szybkie - moim zdaniem można by było trochę książkę skrócić, są momenty w których nieprzesadnie dużo się dzieje. Nie jestem też aż tak zafascynowana językiem powieści. Aczkolwiek ogólnie jest to całkiem przywoita historia.

"Saturn" Jacek Dehnel

Nie wiedziałam, o czym będzie ta książka. Przeczytałam tylko to, co było napisane na jej okładce. A tam nie napisali, że to losy mężczyzn z rodziny Goya... Ani że historią, która w jakimś stopniu zachęciła Dehnela do napisania tej książki była publikacja pewnego historyka sztuki, który poddał w wątpliwość przypisanie autorstwa cyklu czarnych fresków Francisco Goi, sugerując, że ich prawdziwym twórcą był jego syn, Javier. Z jednej strony więc lektura mogła mnie bardziej zaskawiwać, z drugiej jednak niektóre rzeczy zrozumiałam dopiero, jak przeczytałam posłowie...

Nie sposób nie zwrócić w pierwszej kolejności uwagi na narrację "Saturna". Nie mamy tu do czynienia z jednym narratorem, lecz z trójką - historie opowiadane są przez Francisco, jego syna i jego wnuka. Te same zdarzenia ukazane są przez pryzmat różnych doświadczeń, różnych charakterów, różnego spojrzenia na świat. I fantastycznie ukazują relacje wśród męskich członków rodziny. Relacje skomplikowane. Nawet bardzo skomplikowane. Przepełnione żalem, złością i wzjamnym rozczarowaniem. Fransisco łączył z synem olbrzymie nadzieje, było to jego jedyne dziecko, któremu dane było przezyć. Ale nie umiał nawiązać z Javierem żadnej sensownej relacji. Z czasem zaczął go uważać za bezwartościowego nieudacznika, co dosyć dobitnie mu okazywał. Javier z kolei nie umiał porozumieć się ze swoim synem, w którym Francisco upatrywał się ostatniej szansy na podtrzymanie wartości swego nazwiska i rodziny. Równocześnie jednak gdzieś na głębszym poziomie można zauważyć, że w relacjach tych jest zaszyty podziw i szacunek dla drugiej strony, ale bohaterowie w żaden sposób nie umieją go okazać. Ani nie chcą próbować.

Rodziały z fabułą porozdzielane są krótkimi rozdziałami ukazującymi poszczególne dzieła z cyklu fresków Goi, są też reporodukcje, choć przyznam że ich jakość nie jest zbyt dobra i lepiej obejrzeć je w kolorze.

"Saturn" czytało mi się dobrze, ale nie wciągnął mnie i nie porwał tak bardzo jak "Lala". "Lala" zdecydowanie podobała mi się najbardziej spośród wszystkich książek Dehnela. I wciąż mam nadzieję, że w przyszłości Dehnel napisze książkę, która jeszcze raz tak samo mnie oczaruje :-)

17:58, karolina_kozlowska , Literatura polska
Link Komentarze (2) »

PustaMiska - akcja charytatywna