sobota, 28 maja 2011
"Zła krew" Grzegorz Gortat

Po książkę sięgnełam przede wszystkim dlatego, że jej akcja toczy się w latach 60-tych na łódzkich Bałutach. Jako rodowita łodzianka (oraz - przez kilka lat - mieszkanka Bałut, i choć nie do końca tych przedstawionych w książce, to jednak oddzielonych od opisanej okolicy zaledwie o kilka przecznic) bardzo byłam ciekawa, jak ta dzielnica zostanie w książce opisana.

Michał Bodler - bohater książki - to chłopiec mieszkający z matką w biednej kamienicy przy ulicy Ogrodowej. Na podwórku tej kamienicy rosły bzy. Pięknie kwitły i pachniały przez dwa tygodnie maja, ale - jak mówi Michał - dwa tygodnie to trochę za mało, skoro rok ma ich 52... Niestety taki jest obraz tej robotniczej Łodzi.... Teraz może sama Ogrodowa trochę się zmieniła, głównie dzięki Manufakturze (w której zresztą  - a ściślej mówiąc w zakładach Marchlewskiego, bo tak to się wówczas nazywało - pracowała mama Michała), ale inne okoliczne ulice pojawiające się w książce (Mielczarskiego, Cmentarna) niestety niewiele się zmieniły. No ale to nie wpis o tym, co myślę o tych straszących dziś okolicach miasta, tylko o książce...

Ojcier Michała był alkoholikiem, mającym problemy z prawem. Jego matka wciąż się boi, że w Michale odezwie się ta "zła krew" i w każdym zachowaniu syna, które choć trochę jej zdaniem odbiega od zachowania pożądanego, dopatruje się początków jego demoralizacji. A Michał to bardzo wrażliwy chłopiec, który zaczyna się wcześnie interesować literaturą (tego jego mama też nie do końca rozumie, jako że sama ma ukończonych tylko kilka klas podstawówki), niektórymi zagadnieniami historycznymi, a przede wszystkim - otaczająca go rzeczywistością, którą w skrupulatny sposób opisuje.

Jednym z wazniejszych wątków jest wątek żydowski, mający różne oblicza: przyjaźni Michała z kolegą z klasy, który wraz z rodzicami zmuszony jest opuścić Polskę w 1968, znajomości ze starym Żydem Johannem, ktorego sąsiedzi posądzają o wszelkie zło, które dzieje się w okolicy (łącznie z porwaniem dziecka - kiedy na chwilę ginie mała dziewczyna, niemal cała kamienica bojowo nastawiona idzie do domu Johanna co trochę nasuwa na myśl powojenne zdarzenia w Kielcach), historii jednej sąsiadki, która przygarnęła podczas wojny żydowskie dziecko. Zresztą znajomość Michała z Johannem jest ciekawa także dlatego, że Johann opowiada historię swojego życia, historię przedwojennej Łodzi oraz warszawskiej bohemy artystycznej, historię Oświęcimia...

Nie wiem na ile by mnie ta książka wciągnęła, gdybym nie szukała w niej cały czas znajomych miejsc. Ale myślę, że mimo wszystko też by mi się podobała - jest dobrze napisana, jest w niej sporo intersujących anegdot, czuć kliemat tych lat: pierwszy telewizor, który pojawił się w kamienicy, pierwszy samochód (oczywiście należący do człowieka partii), pierwszomajowy pochód ulicą Piotrkowską...

22:38, karolina_kozlowska , Literatura polska
Link Komentarze (2) »
"Ofiara losu" Camilla Lackberg

Czwarty z serii kryminał Camilli Lackberg. Podobno gorszy, niż poprzedzające je tomy. Tego ocenić nie mogę - to pierwsza książka tej autorki, którą przeczytałam. Długo nie miałam jakoś ochoty sięgać po kryminały szwedzkie, które masowo zaczeły się u nas ukazywać po sukcesie trylogii Millennium Stiega Larssona. Ale chyba nie do końca słusznie się ich obawiałam - jeśli "Ofiara losu" rzeczywiscie jest słabsza, niż poprzednie trzy tomy, to chyba poczatek tej sagi musi być dobry, bo i ta książka była - w moim odczuciu - całkiem przywoita. Owszem, akcja mogłaby być bardziej zwarta, nie ze wszystkich książek warto na siłę robić opasłe tomy. Ale ogólnie mnie wciągnęła.

Wszystko zaczyna się od śmierci właścicielki małego sklepu. Początkowo wydawało się, że jest to zwykły wypadek samochodowy. Jednak policjant Patrick Hedstrom - jak można się domyśleć postać kluczowa dla całej sagi - nabiera wątpliwości, czy rzeczywiście wszystko jest w tym zdarzeniu takie oczywiste. Zaczyna drążyć temat, kontaktować się z innymi komisariatami w Szwecji i udaje mu się ustalić, że podobnych niewyjaśnionych zdarzeń było już parę...

Praca nad tym śledztwem nie jest jednak taka prosta, ponieważ w międzyczasie w Tannum dochodzi do kolejnego wypadku - ginie jedna z uczestniczek reality show, które kręcone jest mieście. Sprawą tą są żywo zainteresowane wszystkie szwedzkie media. A że w zasadzie całą załogę posterunku tworzy dwóch policjantów, ciężko jest im ciągnąć równolegle dwa śledztwa...

Zastanawiam się, w jakim stopniu moje - raczej pozytywne - odczucia po lekturze są spowodowane tym, że miałam do książki dość negatywne nastawienie na początku. Ostatnio dość łatwo mnie rozczarowują książki, w stosunku do których wyrabiam sobie na wstępie jakieś większe nadzieje. A że teraz nie miałam żadnych, to czuję się miło zaskoczona.

czwartek, 19 maja 2011
"Kobieta z wydm" Abe Kobo

Krótka opowieść, a ja się z nią kilka ładnych dni męczyłam... Nie miałam odpowiedniego nastroju zupełnie, a książka - pomimo tej niewielkiej objętości - do łatwych lektur z pewnością się nie zalicza.

"Kobieta z wydm" to historia pewnego samotnego japońskiego nauczyciela, z zamiłowania entomologa, który postanawia podczas swojego urlopu odkryć nowy gatunek popularnego owada, który zamieszkuje tereny piasczyste. Mężczyzna udaje się  nad morze. Nie mówi nikomu dokąd jedzie, nie zostawia żadnego śladu, po którym można by było zidentyfikować cel jego podróży. Ot taki trzydniowy wyjazd na zasłużone wakacje. Jednak wyjazd nie kończy się tak, jak zaplanował to bohater. Szukając noclegu na jedną noc mężczyzna wchodzi do domu, którego już tak łatwo nie będzie mógł opuścić...

Nie sposób uniknąć porównania tej książki do "Procesu" Kafki - podobnie jak tam, także i tu główny bohater wciągnięty zostaje w sytuację paranoiczną, z której nie może się wydostać. Tym razem głównym "winowajcą" jest piasek. Wszechobecny piasek. Piasek, który zmienia wszystko. Piasek, który jest tylko preteksem do tego, by pokazać jaka jest natura człowieka...

"Kobieta z wydm" z pewnością należy do kanonu światowej literatury i warto ją przeczytać. Ale książka pozostawiła we mnie pewien niedosyt - może nabrałam zbyt wielkich oczekiwań?

Tagi: Abe Kobo
18:42, karolina_kozlowska , Literatura japońska
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 maja 2011
"Arabska pieśń" Leila Aboulela

Kolejna książka z kręgu północnej Afryki - ależ mi się ostatnio składa ;-)

"Arabska pieśń" to druga książka Aboileli po którą sięgnęłam - po "Minarecie". W moim odczuciu jest lepsza od poprzedniej. Nie jest to literatura wysokich lotów, ale na 6-godzinną podróż pociągiem ze Szczecina do Łodzi była akurat w sam raz :-)

Akcja toczy się w latach powojennych głównie na terenach dzisiejszego Sudanu i koncentruje się wokół życia członków niezwykle wpływowej rodziny - Abuzajdów.

Głową rodziny jest Mahmud. Bogaty, postępowy przedsiębiorca, który chciałby zapisać się złotymi zgłoskami w historii Sudanu jako reformator tego kraju. Mahmud ma dwie żony - jedną starszą Sudankę, newykształconą, pragnącą zachować wszystkie sudańskie tradycje, oraz młodą Egipcjankę, zafascynowaną kulturą zachodu i podążającą za europejską modą. Z racji tego, że kobiety te dzieli wszystko poza mężem, jasne staje się od początku, że konflikt pomiedzy nimi będzie jedną z głównych osi książki. Bo choć na początku kobiety jakoś mogły funkcjonować obok siebie, nie wchodząc sobie za bardzo w drogę, to poważny wypadek, jaki dotknął starszego syna Mahmuda, który miał odziedziczyć po nim firmę, spowodował, że w życiu rodziny doszło do poważnych zmian i każdy musiał na nowo określić w niej swoją rolę.

Przede wszystkim jest to opowieść o zderzeniu tradycyji i nowoczesności, o roli kobiety w społeczeństwie muzułmańskim, skomplikowanej drodze do realizacji własnych marzeń i o trudnych relacjach rodzinnych. Tematy ogólnie znane, często poruszane, ale przedstawione w przyzwoity sposób - problemy z edukacją kobiet, z możliwością stanowienia o swoim losie, obrzezanie kobiet (to niewątpliwie najbardziej wstrząsający fragment książki). W wolnej chwili można przeczytać :-)

wtorek, 03 maja 2011
"Złoty rydwan" Salwa Bakr

Lubię książki z serii "Smak słowa" - interesujące historie z ciekawych zakątków świata, przez inne wydawnictwa nie tak często publikowanych.

"Złoty rydwan" to historia o więźniarkach, które Aziza - główna bohaterka - postawia zaprosić do w ostatnią podróż do nieba. Więźniarkach, które Aziza specjalnie wybrała spośród licznych mieszkanek zakładu karnego w Kairze: kobiet, które łączy przede wszystkim to, że do zbrodni pchnęły je trudne sytuacje, w których się znalazły, sytuacje które ukazują nierówności społeczne w Egipcie, skomplikowane warunki życia kobiet z niższych warstw społecznych. Część bohaterek jest niewinna - np. matka, która odsiaduje wyrok za syna, ktory handlowal narkotykami, albo A'ida, która trafiła do więziena za zabójstwo, które popełnił jej brat (zabił męża A'idy, który się nad nią znęcał). Inne kobiety rzeczywiście popełniły zarzucane im zbrodnie - Aziza zabiła swojego ojczyma, inna bohaterka kradła, jeszcze inna zabiła swojego męża. Jednak historie ich życia, które poznajemy, zmuszają nas do tego, żeby na wszystkie te zbrodnie spojrzeć przez pryzmat uwarunkowań społecznych, w jakich się te kobiety znalazły. 

Tagi: Salwa Bakr
18:30, karolina_kozlowska , Literatura egipska
Link Komentarze (1) »

PustaMiska - akcja charytatywna