niedziela, 21 sierpnia 2011
Przenosiny...

Jedyne co w życiu stałe to zmiana...


W związku z tym zapraszam wszystkich czytelników pod nowy adres mojego bloga:

http://ksiazkizmojejpolki.blogspot.com/

14:40, karolina_kozlowska
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 sierpnia 2011
"Kamieniarz" Camilla Lackberg

To trzecia powieść z tej serii, po którą sięgnęłam.

Tym razem mamy do czynienia ze śledztwem w sprawie zabójstwa kilkuletniej dziewczynki. Podobnie jak i w poprzednio, historia współczesna przeplatana jest z wątkami historycznymi - tu cofamy się w przeszłość dość mocno, bo do końca XIX wieku, gdzie poznajemy Agnes: piękną i bezwzględną młodą dziewczynę, która wiąże się dla zabawy z tytułowym kamieniarzem. Wiadomo, że oba wątki muszą być ze sobą splecione i że to w tej odległej historii musi być zaszyte rozwiązanie kryminalnej zagadki Fjallbacki. Moim zdaniem odpowiedź staje się jasna trochę za wcześnie, aczkolwiek
na zakończenie autorka pozostawiła jeszcze jeden smaczek, który trochę tę końcówkę ratuje.

Śledztwo oczywiście prowadzi Patrik Hedstrom - najbystrzejszy spośród wszystkich policjantów z posterunku. Patrik nie zawsze może się jednak w pełni skupić na pracy: jako ojciec 2-miesięcznej Mai bywa zmęczony, dodatkowo jego partnerka Erika nie do końca potrafi się odnaleźć w swojej nowej roli życiowej i oczekuje od Patrika nieco większego zaangażowania w opiekę nad dzieckiem. To nie jest jedyny wątek obyczajowy, jaki jest tu mocno wyeksponowany - interesujące są także relacje panujące w rodzinie zamordowanej dziewczynki a także w domu ich sąsiadów.

Wszystko razem tworzy dość zgrabną całość, którą czyta się bardzo dobrze (szczególnie że akurat miałam dobre warunki, żeby książkę czytać - podróż pociągiem. I nawet byłam nieco rozczarowana, gdy książka mi się skończyła, bo przede mną była jeszcze podróż powrotna...), niemniej jednak cała saga wydaje mi się być coraz bardziej przewidywalna bo jest napisana dokładnie w tym samym schemacie.

czwartek, 04 sierpnia 2011
"Jestem tu od wieków" Mariolina Venezia

Książkę tę wygrałam parę miesięcy w konkursie na blogu u Lilybeth. I była to moja pierwsza wygrana książkowa w życiu :-)

"Jestem tu od wieków" to saga rodzinna, której zasadnicza akcja toczy się w uroczym miasteczku na południu Włoch. Obejmuje 150 lat historii kobiet z jednej rodziny - każda z nich jest inna, wyznaje inne wartości, ma inne oczekiwania i różną determinację związaną z dążeniem do realizacji założonych przez siebie życiowych celów.

Ów szeroki przekrój bohaterek w moim odczuciu okazuje się jednak w miarę czytania słabym punktem powieści. Dzieje się bowiem tak, że jak już uda nam się którąś z nich poznać nieco lepiej i polubić, to akcja natychmiast przenosi się na jej córkę. A o niej samej już nic w zasadzie się nie dowiadujemy. Brakowało mi bardzo pogłębienia tych postaci, śledzenia ich dalszych losów. Czytając miałam wrażenie, że autorka przeskakuje zbyt szybko po różnych problemach i daje czytelnikowi zbyt mało czasu, by lepiej zrozumiał  wykreowanych przez nią bohaterów. 

Bardzo jest jednak miły klimat tej powieści, szczególnie tych fragmentów najbardziej oddalonych od nas w czasie.

I bardzo podoba mi się okładka :-)

środa, 03 sierpnia 2011
"Ewangelia według Jezusa Chrystusa" Jose Saramago

Myślę, że sama z siebie nie kupiłabym sobie tej książki. Nie z powodu wcześniejszych doświadczeń z prozą tego portugalskiego noblisty, lecz dlatego, że nie lubię gdy literaturę reklamuje się tym, że jest kontrowersyjna: a o tej książce głównie to pisano, niewiele więcej można się było dowiedzieć z recenzji wydawniczych. Nie chodzi mi o tematykę religijną - ogólnie nie lubię marketingu opartego na skandalizacji. Ale ponieważ książkę dostałam w prezencie, to po nią sięgnęłam. I nie żałuję, bo choć nie czyta się jej łatwo, to niewątpliwie skłania do  refleksji.

Jak łatwo się domyśleć, autor podjął się próby opowiedzenia na nowo historii znanych z nowego testamentu, ale z innej perspektywy. Skupia się na przedstawieniu "ludzkiej" strony Jezusa, a także jego najbliższych - na ich emocjach, wątpliwościach, rozterkach, na tych obszarach, które w innych przekazach są pomijane. Oczywiście wszystko tu jest podkoloryzowane, wiele faktów nie współgra z tym, co przeczytać można w innych ewangeliach, inaczej całości zapewne nie czytałoby się z takim zainteresowaniem.

Zasadniczym poruszanym problemem jest kwestia winy i kary. Wszystko rozpoczyna się od Józefa, który nie ostrzegł innych rodziców, że rzymscy żołnierze zamierzają zabić wszystkich małych chłopców do lat trzech. Sam usłyszał o tym na budowie i od razu pędem pobiegł do jaskini, w której przebywała Maria z małym Jezusem, by ochronić swoje dziecko. To mu się oczywiście udaje, ale pozostaje w nim świadomość, że mógł zrobić coś, by ocalić także inne dzieci. Od tej pory dręczy go poczucie winy, które po jego śmierci przeszło na Jezusa. I to poszukiwanie odpowiedzi na pytanie czym jest wina i jak z nią żyć doprowadziło Jezusa do głębszych refleksji religijnych.

Sam Bóg jest w tej ewangelii interesującą postacią - można powiedzieć, że jest ogarnięty potrzebą posiadania i poszerzania swojej władzy i wpływów, przy czym nie jest dla niego istotne jaka ofiara jest potrzebna, aby jego cel został zrealizowany. Bawi się ludźmi i samym Jezusem, którego traktuje jak narzędzie potrzebne by odnieść sukces. Jezus, zdając sobie sprawę że tak właśnie jest, początkowo buntuje się przeciwko losowi, który został mu wyznaczony. Podczas rozmowy pomiędzy Bogiem, Jezusem i szatanem (skądinąd także bardzo ciekawą postacią) jest taki jeden niezapomniany moment, w którym Bóg wymienia ofiary, które poniosą śmierć w imię umacniania się jego władzy nad światem - począwszy od Jezusa i apostołów, poprzez różnych umęczonych świętych, ofiar krucjat, świętej inkwizycji... Wymienienie ofiar zajmuje jakieś 4 strony tekstu. I myślę że wielu czytelników zmusi do chwili refleksji nad dziejami.

"Ewangelia..." nie byłaby ewangelią gdyby nie styl, jakim została napisana. Początkowo dość trudny i zawiły, dopiero z czasem udało mi się w nim odnaleźć. Z reguły mi się nie zdarza, aby czytać dwie książki równolegle, ale przy czytaniu "Ewangelii" musiałam sobie zrobić małą przerwę i w międzyczasie sięgnąć po coś innego. Niemniej jednak później z chęcią do książki wróciłam :-)


czwartek, 21 lipca 2011
One Lovely Blog Award

Otrzymałam od Paidei zaproszenie do zabawy One Lovely Blog Award. Więc spróbujmy...

Informacje wstępne (z tym będzie najłatwiej):

Jeżeli Wasz blog został wytypowany do zabawy i podejmiecie się wzięcia w niej udziału, obowiązują Was pewne zasady:

  1. Na swoim blogu dodaj notkę dotyczącą nominacji, pamiętając o tym by zaznaczyć kto Cię wytypował (podając „namiar” na Blog danej osoby/osób);
  2. Napisz o sobie coś czego inni nie wiedzą w 7 (słownie: siedmiu) punktach;
  3. Nominuj 16 osób, pomijając tę, która wytypowała Ciebie (czyli w tym wypadku mnie);
  4. Umieść na blogach wszystkich przez siebie nominowanych, komentarz dotyczący tego, że zostali szczęśliwymi wybrańcami.

Teraz zaczną się schody.

1. Dość późno zaczęłam samodzielnie czytać książki. Odkąd pamiętam zawsze na dobranoc czytał mi mój tata. Biedny był - on już zasypiał przy moim łóżeczku, a ja go budziłam i zmuszałam do tego, żeby czytał dalej ;-) W każdym razie pierwszą książką po którą  sięgnęłam i którą w całości sama przeczytałam była Pippi Pończoszanka. Do tej pory pamiętam okładkę - intensywnie żółte tło, a na nim Pippi trzymająca na rękach białego konia.

2. Jak już jestem przy Astrid Lindgren... Jedyną książką, która mi się zniszczyła, była właśnie wypożyczona z biblioteki dziecięcej jedna z jej powieści. Było to bardzo dawno temu, a niestety do tej pory mi wstyd. Oczywiście nie zrobiłam tego specjalnie. Przez nieuwagę zostawiłam ją w zasięgu zębów mojego 2-miesięcznego szczeniaka. A on to wykorzystał (choć ogólnie był zawsze kochanym pieskiem i to była moja jedyna rzecz, którą zdarzyło mu się kiedykolwiek pogryźć). Bałam się odnieść książkę do biblioteki, ale na szczęście pani bibliotekarka okazała dużą wyrozumiałość :-)

3. Nie wiem, czy kontynuować wątek książek czy zwierząt... Może jednak wpierw książek. Czytam książki tylko raz. Nie wracam do nich. Nawet do tych, które mi się bardzo podobały. Mam takie poczucie, że napisano tak wiele interesujących książek, które chciałabym poznać, że szkoda mi wracać do tych, które już znam.

4. Przez to, że nie wracam do książek, to nie mam też żadnej takiej ulubionej. I pytania o ulubioną książkę mnie trochę drażnią.

5. To teraz wracając do zwierząt - przez zdecydowaną większość mojego życia zawsze miałam jakieś zwierzątko. Teraz nie mam. Mój mąż, który z kolei nigdy żadnego zwierzaka nie miał, nie rozumie do końca mojej potrzeby posiadania takiego członka rodziny i trochę mi z tym źle.

6. Chciałabym mieszkać w większym mieście. Jak na Polskie warunki mieszkam w całkiem sporym (Łódź), ale mnie interesuje taka naprawdę duża metropolia, parę milionów mieszkańców, kilka linii metra, atmosfera wiecznego pośpiechu. Dziwne to, wiem.

7. Podobno jestem dość sarkastyczna, choć ja jakoś wcale tak nie uważam ;-)

 

A teraz kolej na nominacje. Nie uda mi się pewnie znaleźć tylu osób, które jeszcze nominacji nie dostały, nominuję więc te blogi, które często odwiedzam - w kolejności alfabetycznej:

Czytanki Anki

Filety z Izydora

God save the book

Ja tu widzę niezły Boordel

Kącik książki

Kochajmy książki

Jedz, tańcz i czytaj

Magia książki

Mikropolis

Mirmiłowo

Od deski do deski

O moim czytaniu

Prywatna biblioteka

Słowo czytane

W naszej zielonej kuchni

Z lektur prowincjonalnej nauczycielki

21:52, karolina_kozlowska
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 lipca 2011
"Kaznodzieja" Camilla Lackberg

To była lektura w sam raz na sobotę - na chwilowe oderwanie się od stresów z tygodnia, na chwilowe zatopienie się w innym, książkowym świecie: bo jak się zaczyna tę 400 - stronicową lekturę, to nie sposób oderwać się przed doczytaniem jej do końca.

Czy jest tak rewelacyjna?

Nie.

Historia jest dość typowa. Mały chłopiec znajduje w wąwozie zwłoki młodej kobiety. Po przyjeździe policji i innych odpowiednich służb okazuje się, że pod tymi zwłokami ukryte są dwa inne ciała. Zostają zidentyfikowane jako ofiary zaginięcia sprzed wielu lat - sprawy, której wówczas nie udało się wyjaśnić. Wszystkie ofiary mają takie same obrażenia i wydaje się, że zbrodnie mógł popełnić ten sam przestępca. Od samego początku wiadomo, że w całą sprawę zamieszana jest rodzina Hultów - wewnętrznie skłócona, posiadająca liczne tajemnice i skomplikowane relacje personalne.

Standardowo, trochę miejsca musi być też poświęconego na tematy związane z osobistym życiem policjanta, który prowadzi dochodzenie. Cała akcja rozgrywa się w sezonie letnim, panują niespotykane jak na Szwecję upały, partnerka Patrika jest w bardzo zaawansowanej ciąży, a do ich domu - jako że znajduje się on w turystycznej miejscowości nad jeziorem - przyjeżdżają proszeni albo mniej proszeni goście, którzy chcieliby skorzystać z darmowego noclegu. Te wątki "osobiste" przedstawione są z dość humorystycznie.

Skoro historia jest typowa i nic nie zaskakuje, to dlaczego tak fajnie się te książkę czyta? Bo jest po prostu dobrze opowiedziana, wpisuje się dobrze w ramy "klasyki" kryminału szwedzkiego.

Tagi: Camill
20:19, karolina_kozlowska , Literatura szwedzka
Link Komentarze (8) »
"Zawód: fotograf: Chris Niedenthal

Fotografią interesowałam się zawsze umiarkowanie. Owszem, lubię robić zdjęcia, ale nie biegam wszędzie z aparatem, moje fotografowanie ogranicza się prawie wyłącznie do wyjazdów. Nie mam jakiegoś zaawansowanego technologicznie sprzętu ani wiedzy o tym, jak robić dobre zdjęcia - choć nad obiema tymi kwestiami nieco ubolewam. Zawsze jednak wydawało mi się, że zawdód fotografa musi być interesujący. Teraz, po lekturze książki Niedenthala, utwierdziłam się w tym przypuszczeniu :-)

Sama książka nie jest arcydziełem literatury. Jest napisana bardzo prostym językiem, nieraz nawet odnosiłam wrażenie że niezbyt dobrze zredagowanym. Ale pomimo tych niedociągłości, czyta się ją bardzo dobrze. No i cudownie się ją ogląda, jest bogato ilustrowana zdjęciami. Zdjęciami, które nagle okazały się mi bardzo znajome, choć przed lekturą tej książki nie wiedziałam w zasadzie kim jest Chris Niedenthal i nie umiałabym przypisać mu autorstwa żadnego znanego zdjęcia. A tu nagle taka niespodzianka: to on zrobił najsławniejsze zdjęcie z okresu stanu wojennego, w którym na pierwszym planie widać czołg, a z tyłu kino Moskwa z reklamą filmu "Czas Apokalipsy":

Albo te niezapomniane puste haki w sklepie mięsnym:

Te zdjęcia - które nieraz wcześniej widziałam - nagle mogłam odczytać na nowo. Mogłam dowiedzieć się, jak wyglądały okoliczności, w których powstały, jak musiał się natrudzić ich autor, żeby daną scenę uwiecznić, jak potem przekazywał filmy do zagranicznej prasy. Książka jest kopalnią ciekawych anegdot, głównie z okresu PRLu oraz transformacji (w całym bloku wschodnim). Bardzo interesujące są też losy samego autora, syna polskich emigrantów, który zdecydował się w specyficznym okresie historycznym opuścić Wielką Brytanię i zamieszkać w Polsce, kraju który zawsze uważał za swoją ojczyznę, choć wcześniej nie znał go dobrze,  spędzał tu jedynie w dzieciństwie wakacje nad morzem.

Zainteresowanych lekturą lojalnie uprzedzę tylko, że fajne, bogato ilustrowane wydanie książki ma też swoją złą stronę - książka waży chyba ze dwa kilo i trzeba mieć naprawdę dużo miesjca w torbie/plecaku, żeby się zmieściła ;-)

piątek, 08 lipca 2011
"Czas pogardy", "Chrzest ognia", "Wieża jaskółki", "Pani Jeziora" Andrzej Sapkowski

Tak jak pisałam wcześniej, ani znawczynią ani fanką fantastyki nie byłam nigdy. Ale muszę przyznać, że całą sagę przeczytałam z zainteresowaniem. Choć tomy - w moim odczuciu - równe nie są. Oczywiście to kwestia tego, czego się w nich szuka. I o czym lubi się czytać. Więc na pewno np. tom trzeci, w którym bohaterowie idą, idą, idą oraz dla odmiany jeszcze idą ma swoich wiernych miłośników. Mnie zdecydowanie bardziej podobały się te, których konstrukcja była ciekawsza, np. tom czwarty, który przede wszystkim był w interesujący sposób opowiedziany.

Po przeczytaniu całości wciąż podtrzymuję moje pierwsze wrażenie, że nie jest łatwo się odnaleźć w ilości postaci i w złożoności opisów topograficznych. Ale jakoś można się z tym uporać :-)

W moim odczuciu trochę za mało jest w tej sadze humoru. Nie chciałabym bynajmniej zrobić z niej śmiesznej komedyjki, ale jak na tyle wątków, które się pojawiają, nieco więcej powinno wywoływać uśmiech na twarzy czytelnika.

No i okładki mi się w ogóle nie podobają. Dlatego do tego wpisu dodaję tylko jedną.

Przede mną jeszcze dwa "wprowadzące" tomy z opowiadaniami. żeby jednak nie było, przeczytałam jużż "alternatywne" zakończenie sagi. Chyba nie do końca rzeczywiście do niej pasujące. Chociaż i to, które jest mogłoby być nieco inne...


"Dzisiaj narysujemy śmierć" Wojciech Tochman

Cieniutka książka, zaledwie 150 stron. 150 stron od których trudno się oderwać. Choć jednocześnie momentami chciałoby się rzucić książkę w daleki kąt i zapomnieć o tym, że jest. Że zdarzenia, które są w niej opisane wydarzyły się naprawdę.

Reportaże Wojciecha Tochmana o Rwandzie, to jedno z moich pierwszych bliższych spotkań z ludobójstwem w Rwandzie. Oczywiście o wydarzeniach, jakie rozegrały się między Tutsi a Hutu wiedziałam. Ale żeby wiedzieć o co tam chodziło? Albo jak to się zaczęło? Tego nie wiedziałam. I zastanawiam się, czy może jednak bez tej wiedzy nie było mi trochę lepiej, bo ciężko jest się pogodzić z tym, że można było dopuścić do takich okropności.

Tochman rozmawia z ocalałymi - zarówno z tymi z jednej, jak i z drugiej strony. Opowiedziane historie są przerażające i przejmujące. Tak samo jak przerażająca i przejmująca jest obecna sytuacja w Rwandzie, kilkanaście lat po tamtych wydarzeniach, kiedy z konsekwencjomminionych zdarzeń wszyscy muszą codziennie stawić czoła.

Lektura z pewnością nie lekka, ale warta przeczytania.

poniedziałek, 27 czerwca 2011
"Krew elfów" Andrzej Sapkowski

Jeśli chodzi o fantastykę, to jestem ignorantką - nie czytałam do tej pory nic. Probowałam dawno, dawno temu sięgnąć po "Władcę pierścieni", ale po kilkudziesięciu stronach zrezygnowałam.

O czym książka jest pisać nie będę, bo pewnie każdy zainteresowany tematem doskonale wie (to tylko ja jestem taka niezorientowana w temacie...), a jesli ktoś nie wie, to i tak nakreślenie głównego wątku nic nie da. Pozostanę więc tylko przy podzieleniu się moimi odczuciami.

Moje nastawienie przed lekturą było dość obojętne. Nie wiązałam z książką żadnych dużych nadziei ale nie sięgałam też po nią z nastawieniem negatywnym. 

Sposób, jaki opowiedziana jest historia mi się spodobał. Język jest barwny, sporo się dzieje, jest dużo cofnięć w czasie, które sprawiają, że cała fabuła staje się wciągająca. 

To, co mi - niewprawionej w takiej literaturze - sprawiało kłopot, to zrozumienie realiów: odnalezienie się w geografii, w tych różnych królestwach i księstwach, w tych władcach i dziwnych wojnach. No i w nadprzyrodzonych właściwościach bohaterów - co który potrafi robić i na czym to wszystko polega.

Ale po kolejne tomy sięgnę, zobaczę jak mi się będzie dalej to czytać :-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8

PustaMiska - akcja charytatywna